Moje Notatki

Historia Polski – cz.630

In historia powszechna średniowiecze on Listopad 13, 2009 at 2:27 am

Rzeczpospolita i Saksonia wyszły z wojny nieuszczuplone terytorialnie, należąc formalnie do zwycięzców. Faktycznie Polska obok Szwecji była główną ofiarą wielkiej wojny północnej
Na jej terenie toczyły się naj­dłużej walki, spadały na nią ciężary utrzymania wojsk sojuszniczych i nieprzyjacielskich; zniszczenia i zarazy, które nadciągnęły za przechodzą­cymi wojskami, spowodowały olbrzymie straty materialne i ludnościowe. Można bez przesady stwierdzić, że całe dzieło odbudowy po wojnach z po­łowy XVII w. zostało zaprzepaszczone. Wojna uwydatniła słabość Polski, wzmogła dezorientację polityczną szlachty i magnaterii, ułatwiła ingeren­cję sąsiadów w sprawy wewnętrzne Rzeczypospolitej. Wielka wojna pół­nocna przypieczętowała upadek państwa szlacheckiego.

d.Sprawa sukcesji i wojna o tron polski

Końcowe piętnastolecie rządów Augusta II należy do słabo zbadanych odcinków dziejów Polski. Wśród historyków panuje opinia, że jest to jeden z najciemniejszych odcinków tych dziejów, kiedy dominuje prywata, za­miast o dalsze cele polityczne walczy się tylko o drobne korzyści f akcji magnackich, a za wzór dla tych postaw służy sam August II ze swymi pla­nami rozbiorowymi. Stanowisko takie jest chyba nazbyt uproszczone; nie docenia ani od dawna oczekiwanego pokoju, który umożliwiał odbudowę zrujnowanej gospodarki, ani uformowania się właśnie w tych latach obozu, który z czasem miał podjąć trudne dzieło odnowy państwa.
Dominującym problemem tego okresu stała się kwestia następstwa tronu. August II zrezygnował w 1717 r. z zacieśnienia unii polsko-saskiej, z umocnienia swych atrybutów monarszych, nie wyrzekł się jednak za­pewnienia sukcesji synowi. Te jego dążenia budziły sprzeciwy współczesnych, a także zastrzeżenia historyków. Są one przesadne. Jeżeli doszło do unii personalnej polsko-saskiej, która przetrwała krytyczne momenty w czasie wojny północnej, leżało w interesie polskim utrwalenie dynastii wettińskiej na tronie. Już same zabiegi sąsiadów Polski przeciwko takiemu rozwiązaniu są wymowną pod tym względem wskazówką. Tak się jednak złożyło, że w Polsce pogląd ten zwyciężył dopiero podczas Sejmu Wiel­kiego. Na razie August II musiał zwalczać zarówno opory wewnętrzne, jak i zewnętrzne.
Elekcję syna przygotowywał August II już podczas wojny północnej. Wygórowane ambicje pchały go jednak jeszcze dalej – ku tronowi cesar­skiemu. Służyć temu miało małżeństwo Fryderyka z Marią Józefą, córką cesarza Józefa I. Aby sięgnąć po obie korony, August II doprowadził do konwersji królewicza (tajnej w 1712, publicznej w 1717), po czym, po zbli­żeniu do Wiednia – do ślubu syna z Habsburżanką w 1719 r. Wprawdzie sankcja pragmatyczna odsuwała ją od spadku na rzecz córek Karola VI, jednak August II spodziewał się najpierw przy pomocy austriackiej zapew­nić synowi następstwo w Polsce, a potem wytargować jakieś ustępstwa, co najmniej Śląsk, za rezygnację z pretensji do dziedzicznych praw habs­burskich.
Dwór wiedeński nie udzielił jednak oczekiwanego poparcia i sprawa następstwa w Polsce utknęła w toku walki z opozycją hetmańską. Upoko­rzeni na sejmie niemym hetmani wielcy, koronny Adam Sieniawski i li­tewski Ludwik Pociej, od dawna wysługujący się Piotrowi I, skorzystali teraz z protekcji carskiej, by podjąć walkę polityczną z dworem królew­skim. Pretekstem stała się sprawa komendy nad wojskiem autoramentu cudzoziemskiego, przyznanej Flemmingowi. W istocie chodziło o sparaliżo­wanie poczynań Augusta II, zarówno związanych z traktatem wiedeńskim, jak i następstwem tronu, i o zapewnienie hetmanom dominującego głosu w Rzeczypospolitej. Trzy kolejne sejmy unicestwiła opozycja hetmańska, aż w 1724 r. król zrezygnował z utrzymania tych oddziałów z ręku zaufa­nego ministra.
Przypadek dał wtedy nowy atut w ręce Wettina. W Toruniu doszło do tumultu religijnego, podczas którego sprowokowani podobno protestanci zdemolowali kolegium jezuickie. Ponieważ władze miejskie zachowały podczas tumultu bezczynność, postawiono w stan oskarżenia zarówno spra­wców zajść, jak i burmistrza. Sąd kanclerski wydał wyrok zgodny z pra­wem, ale bardzo surowy: 10 mieszczan toruńskich, w tym jeden z burmi­strzów, zostało ściętych, innych skazano na mniejsze kary. Sprawa stała się głośna w całej Europie. Już poprzednio protestanci w Rzeczypospolitej za­biegali o interwencje swych współwyznawców, zwłaszcza w Prusach, Holandii, Anglii i Szwecji, w związku z ograniczeniami, jakie na nich spa­dały. Dopiero jednak sprawa toruńska, dzięki niezliczonym broszurom rozpowszechnianym po całej Europie, stała się podstawą do oskarżeń Polski o niebywałą nietolerancję, jakby w innych krajach, katolickich czy pro­testanckich, nie zdarzały się podobne wypadki. Nawiasem mówiąc, ta to­ruńska „krwawa łaźnia”, jak ją nazwali protestanci, do ostatnich czasów służy historykom, zwłaszcza z RFN, do oskarżania Polaków o fanatyzm i okrucieństwo.
Cała sprawa miała wszakże swój sens polityczny. August II, który odrzucił interwencje za skazanymi, spodziewał się, że na fali rozbudzonych namiętności religijnych uda mu się pozyskać zaufanie szlachty, co rzeczy­wiście zarysowało się na sejmie 1724 r. Zamierzał także wykorzystać mię­dzynarodowy konflikt, jaki wyrósł wokół sprawy toruńskiej, gdy Prusy i Anglia ostro wystąpiły w obronie protestantów i wspólnie z Rosją przy­gotowywały interwencję w Polsce. Rzeczpospolita zajęła postawę obron­ną – szlachta domagała się pospolitego ruszenia przeciwko Fryderykowi Wilhelmowi pruskiemu, który porywaniem ludzi do swej gwardii wielokrotnie pogwałcił granicę polską. Angielskiemu posłowi Finchowi odpo­wiedziano, by król angielski lepiej czuwał nad tolerancją w swym kraju, szczególnie wobec katolików. Tymczasem śmierć Piotra I odsunęła niebezpieczeństwo interwencji. Rzeczpospolita natomiast ustanowiła na sej­mie wielką komisję, która miała uporządkować jej stosunki z sąsiadami – bez uciekania się do pomocy dyplomacji saskiej. Nie przyniosła ona jed­nak oczekiwanych owoców, gdy kraj ogarnęły znów walki fakcyjne. Lata dwudzieste XVIII w. przyniosły bowiem wykrystalizowanie się dwu wielkich obozów magnackich, Czartoryskich i Potockich, których rywalizacja miała zaciążyć na życiu politycznym kraju przez blisko pół wieku. Czartoryscy należeli do starego/aczkolwiek zubożałego rodu książęcego na Litwie. Między pierwszymi w Rzeczypospolitej rodzinami mag­nackimi znaleźli się dopiero w początkach XVIII w. dzięki szczęśliwym spekulacjom wojennym podczas kryzysu północnego, bogatym ożenkom (które dały im m.in. fortunę Sieniawskich), a także poparciu króla Au­gusta II. Od połowy lat dwudziestych trudno się było już nie liczyć z po­tęgą Augusta Aleksandra Czartoryskiego, wojewody ruskiego, i Fryderyka Michała, podkanclerzego litewskiego, zwłaszcza gdy przyłączył się do tego obozu przez małżeństwo z ich siostrą Konstancją najzdolniejszy parweniusz tych czasów, wybitny dyplomata Karola XII – Stanisław Poniatowski, podskarbi litewski, wkrótce wojewoda mazowiecki. Wszyscy przywódcy Familii, jak popularnie nazywano ten obóz, wyróżniali się dobrą orienta­cją polityczną, nowoczesnym spojrzeniem na sprawy Rzeczypospolitej, ak­tywnością kontrastującą z powszechną apatią. Nie wolni od prywaty i wy­suwania na czoło interesu rodowego – jak przystało na uczniów Flemminga i Augusta II – wiązali to stanowisko z troską o losy Rzeczypospo­litej, pewni, że najlepiej zabezpieczyliby je sami, gdyby oddano je w ich ręce.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: