Moje Notatki

Historia Polski – cz.607

In sredniowiecze polski on Listopad 14, 2009 at 5:21 pm

Pierwszy etap polityki zewnętrznej Jana III skończył się więc niepo­wodzeniem. Nie zdołał przekonać społeczeństwa szlacheckiego o koniecz­ności zmiany orientacji, powrotu do polityki bałtyckiej nawet za cenę ustępstw na wschodzie, co – jak zgodnie podkreślają dzisiaj historycy – odpowiadało ówczesnej polskiej racji stanu
Gdy nie powiódł się program maksymalny, trzeba się było zadowolić minimalnym – odzyskaniem tere­nów utraconych na wschodzie. Podjęcie działań rewindykacyjnych wobec Rosji, sugerowane przez Portę i Krym Rzeczypospolitej, było przedsięwzięciem nierealnym, przynajmniej dopóki Turcy okupowali Podole i Bracławszczyznę. Wykorzystała wprawdzie Rzeczpospolita trudności rosyjskie w wojnie z Turcją i przy odnowieniu rozejmu w 1678 r. wymogła wypłatę 2 mln złp. i zwrot Newla, Wieliża i Siebieża, ale o wojnie z Rosją nie myślano, przeciwnie, widziano w Rosji nadal sojusznika przeciwko Porcie. Na plan pierwszy w polityce polskiej wysunął się bowiem znów program odzyskania całości ziem polskich na południowym wschodzie i przywróce­nia wpływów w Mołdawii. Szykował więc Jan III wielką ligę przeciwturecką, gdy w Rzeczypospolitej nasilała się propaganda przeciwko „nie­wiernym”, podsycana z Rzymu l Wiednia. Dyplomacja polska napotkała jednak trudności i niechęć we wszystkich niemal stolicach europejskich.
Z pomocą wszakże planom Sobleskiego przyszła sama Turcja. Zaledwie bowiem Mehmed IV zakończył wojnę z Rosją (1681), a już gotował się do wystąpienia przeciwko Austrii, w obronie Tökölyego. Przed Sobieskim stanął dylemat, który do dzisiaj budzi rozterkę wśród historyków polskich: czy zostawić Austrię jej własnemu losowi, jak pozostawiła ona Polskę w 1672 r., czy też wykorzystać powstającą możliwość współdziałania w celu uporania się z groźnym przeciwnikiem. Jan III wybrał drugie roz­wiązanie. Rozprawił się z opozycją – tym razem z obozem profrancuskim, oskarżając jednego z jego przywódców, podskarbiego Morsztyna, o spisek i zdradę. Przytoczone dowody były tak przekonywające, że Morsztyn zbiegł do Francji (po czym skazał go sąd sejmowy), a drugi współwinny, poseł francuski Vitry, musiał opuścić Warszawę. Jednocześnie przed sej­mem postawił król sprawę sojuszu zaczepno-odpornego z Austrią. Pod­pisany l kwietnia 1683 r. sojusz przewidywał wspólne działania wojenne i wspólny pokój z Turcją, zobowiązując obie strony do akcji dywersyjnej w razie ataku tureckiego na terytorium jednego z państw sojuszniczych, a tylko w wypadku bezpośredniego zagrożenia Wiednia lub Krakowa wza­jemną odsiecz. Leopold I zrzekł się wszelkich pretensji do Rzeczypospoli­tej związanych z układem z 1657 r. i zobowiązywał się do wypłacenia Polsce 1,2 mln złp. na koszty wojny. Natychmiast rozpoczął się też zaciąg ustalonego przez sejm 48-tysięcznego komputu.
W lipcu przeszło 100-tysięczna armia turecka Kara Mustafy obiegła Wiedeń. Jan III uznał, że wszelkie zwlekanie może tylko ułatwić Tur­kom pokonanie rozdzielonych sojuszników, i szybkim marszem przez Śląsk i Motawy udał się na czele 25 tys. armii na pomoc oblężonej stolicy Austrii. Jeszcze wcześniej w walkach z Turkami wziął udział Hieronim Lubomirski, który tym razem dokonał zaciągów 4 tys. żołnierzy na potrzeby cesa­rza. Armia sojusznicza, licząca około 70 tys. Polaków, Austriaków i Niem­ców, skoncentrowała się nad Dunajem powyżej Wiednia. Dowództwo nad nią objął Sobieski, który też wysunął koncepcję uderzenia przez Las Wie­deński, uzupełnioną potem przez dowódców austriackich dodatkową akcją lewego skrzydła wzdłuż Dunaju. Do bitwy doszło 12 września 1683 r. Uderzające na prawym skrzydle wojsko polskie miało do pokonania naj­większe trudności terenowe. Piechota polska przy współdziałaniu arty­lerii opanowała umocnione pozycje janczarów i odparła kontrataki turec­kie, gdy jednocześnie wojska austriackie przebijały się nad Dunajem do bram Wiednia. Kara Mustafa, którego wojsko było zdemoralizowane poprzednimi powodzeniami i obciążone zdobytym łupem, zarządził odwrót, który zamienił się w ucieczkę, gdy Sobieski rzucił do ataku masy kawa­lerii polskiej, austriackiej i niemieckiej. Szarża blisko 20 tys. jazdy dopro­wadziła do opanowania obozu tureckiego i przypieczętowała klęskę Tur­ków. Jakkolwiek też Kara Mustafa zdołał wyprowadzić z pogromu znacz­ną część armii tureckiej, jej siła ofensywna została złamana.
Zwycięstwo wiedeńskie nie oznaczało jednak końca wojny. .Pościg aa pobitym nieprzyjacielem, a zwłaszcza dwie bitwy pod Parkanami wyka­zały, że Turków lekceważyć nie można. W pierwszym bowiem starciu So­bieski dał się zaskoczyć Turkom i dopiero w dwa dni później (9 X) wraz z Austriakami zniszczył broniącą północnych Węgier armię turecką Kara Mehmeda. Przed Sobieskim otwierały się nowe możliwości – szukał jego protektoratu nieustępliwy w walce z Habsburgami Tokoly, gotów był pod­dać mu swe państwo książę Siedmiogrodu Apaffy, przeszedł na jego stronę hospodar mołdawski Petryczejko, gdy oddziały kozackie pod wodzą Kunickiego zapuściły się po Dunaj. Ale wszelkie zdobycze na tym terenie były możliwe wbrew Habsburgom, a nie w sojuszu z nimi, a Rzeczpospo­lita nie miała już sił na żadną tego rodzaju samotną walkę. Nie rezygnując więc ze zdobyczy na południowym wschodzie Jan III wycofał swe wojska z Węgier i przystąpił (5 marca 1684 r.) do Ligi Świętej, sojuszu jednoczące­go w walce z państwem osmańskim Rzeczpospolitą z Austrią, Wenecją’ i państwem papieskim. Odzyskanie utraconych poprzednio na rzecz Porty obszarów i walka do czasu wspólnie zawieranego pokoju legły u podstaw tej ostatniej europejskiej krucjaty, organizowanej z wielkim nakładem energii przez papieża Innocentego XI. Zawierany w pośpiechu i niesta­rannie przygotowany przez polską dyplomację traktat stał się pierwszym z serii nieudanych sojuszy, które ułatwiły niekorzystną dla Rzeczypospoli­tej zmianę układu sił w jej najbliższym sąsiedztwie. Toteż powtarzające się od czasu do czasu utyskiwania historyków polskich na udział Polski w odsieczy wiedeńskiej, która przecież i podniosła prestiż Rzeczypospolitej w Europie, i otworzyła lepsze możliwości odzyskania awulsów (jak nazy­wano wówczas oderwane ziemie), powinny się zwracać raczej ku Lidze Świętej, która w imię szczytnych haseł obrony chrześcijaństwa zawią­zała na długo swobodę poczynań polskich i pogrążyła kraj w letargu nie­mocy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: