Moje Notatki

Historia Polski – cz.551

In kieniewicz historia polski on Listopad 15, 2009 at 8:21 am

Wobec niedostatecznego stanu badań nie jesteśmy w stanie przedsta­wić globalnej produkcji zbożowej w Rzeczypospolitej w tym okresie.
Pewnym wskaźnikiem mogą być dane dotyczące eksportu zboża z Polski, jakkolwiek trzeba pamiętać, że zmiany nie wynikały wyłącznie z powodu obniżenia się produkcji w Polsce, ale także wskutek zwiększającej się konkurencji zboża, najpierw rosyjskiego, później także angielskiego
W każdym razie, gdy w pierwszej połowie XVII w. eksport zboża przez Gdańsk wynosił przeciętnie 58 tys. łasztów rocznie, to w drugiej połowie tego wieku spadł do 32 tys., a w początkach XVIII w. nawet do 10 tys. łasztów rocznie. Dopiero od trzeciego dziesiątka tego wieku zaczął się powolny ponowny wzrost, który sięgnął 40 tys. w połowie wieku. Liczby te świadczą o kurczeniu się produkcji w Rzeczypospolitej. Zdarzały się przy tym lata głodu, kiedy w tym rolniczym kraju nie starczało zboża na własne potrzeby ludności.
W przypadku, gdy podejmowane środki zaradcze nie przynosiły zamie­rzonych rezultatów i folwarki nie dawały przewidywanych dochodów, właściciele próbowali całe ryzyko produkcji zrzucać na poddanych. Tym tłumaczy się przenoszenie na czynsze chłopów w ekonomiach litewskich (zakończone w 1712 r.) i w licznych majątkach magnackich na Litwie oraz Białorusi w pierwszej połowie XVIII w. Zamiast odbudowy zniszczo­nych wojną folwarków, zadowalano się stałymi, dość wysokimi dochodami z czynszu i danin. Podobne względy mogły wpłynąć także na przenoszenie poddanych na czynsz w niektórych dobrach wielkopolskich i pomorskich. Procesy te nie miały na ogół stałego charakteru i polepszenie się warun­ków rynkowych powodowało nieraz ponowne wprowadzenie gospodarki folwarczno-pańszczyźnianej.
Na niektórych obszarach dochodziło również do zastępowania mono-kultury zbożowej przez gospodarkę hodowlaną, jako że ceny na mięso kształtowały się nieco korzystniej niż na produkty zbożowe. Wiązała się tym hodowla bydła podolskiego w latyfundiach magnackich. Na podkreślenie zasługuje jeszcze wzrost hodowli owiec w Wielkopolsce. W niektórych majątkach pogłowie owiec sięgało tam kilku tysięcy sztuk. W połowie XVIII w. wynosiło ono przeciętnie na jedną owczarnię w północnej części Wielkopolski do 500 owiec. Hodowla owiec opierała się często na swego rodzaju dzierżawie, przy czym dochodami dzielił się pan z owczarzem zwykle po połowie. Na wełnę istniało duże zapotrzebowanie na miejscu, ale część jej wywożono na Śląsk, na Pomorze czy nawet do Holandii, Anglii lub Francji.
Istniała wreszcie jeszcze inna forma ratowania zagrożonej dochodowości pańskiej. Gdy nie można było na zboże znaleźć odbiorcy ani w najbliższych miasteczkach, ani w odległym Gdańsku, można było próbować przerobić je na produkt łatwiejszy do zbycia, np. na piwo albo gorzałkę. Dwór mógł wtedy wykorzystywać przysługujący mu monopol propinacyjny, polegający na zastrzeżeniu dla właściciela produkcji i sprzedaży napojów alkoholowych. Właściciel ten mógł potem zmuszać chłopów do za­kupywania określonej ilości piwa. Dochody stąd czerpane bywały bardzo wysokie. Wskazywałyby na to dane z dochodów dóbr królewskich w połowie XVII w., kiedy propinacja dawała zyski pokrywające się z wpływami za sprzedaż produkcji zbożowej i hodowlanej folwarków. W gruncie rzeczy była to jeszcze jedna forma ratowania folwarku kosztem chłopa (obok podobnego przymusu młynnego czy zmuszania chłopów do zaopatry­wania się we wszelkie towary w karczmie pańskiej). Przyczyniała się ona do dalszego rujnowania gospodarki chłopskiej, a co za tym idzie – dal­szego osłabiania rolnictwa.
Znamienną cechą rolnictwa w Rzeczypospolitej były duże różnice w je­go poziomie i charakterze między poszczególnymi dzielnicami kraju, często nawet między poszczególnymi dobrami (stąd specjalna rola enklaw ma­gnackich). Przyczyny powstawania tych różnic nie są dotychczas wystarczająco wyjaśnione. W każdym razie jako regiony, w których rolnictwo rozwijało się pomyślnie, można wskazać Pomorze Gdańskie, gdzie dzięki zastosowaniu w większym stopniu pracy najemnej gospodarka folwarczna była bardziej wydajna, ale gdzie również utrzymywały się dostatnie gospodarstwa zamożnych gburów, Wielkopolskę oraz Żmudź. W pierwszej połowie XVIII w. rozwijały się także stosunkowo pomyślnie obszary ukrainne. Natomiast najmocniej regres dotknął Małopolskę, która traci swe przodujące jeszcze w pierwszej połowie XVII w. stanowisko. To zróż­nicowanie gospodarcze wiązało się z silniejszymi niż w poprzednich okre­sach procesami dezintegracyjnymi w Rzeczypospolitej.

d.Upadek miast

Mimo obniżenia poziomu gospodarki rolnej w Rzeczypospolitej, mimo pauperyzacji wsi, upadek miast i produkcji miejskiej był najdobitniejszym przejawem załamania się gospodarczego Polski. Tworzące się w miastach w dobie Odrodzenia zalążkowe formy kapitalistyczne uległy bowiem osła­bieniu lub nawet likwidacji, co znacznie opóźniło narastanie stosunków kapitalistycznych. Właśnie pod tym względem sytuacja w Polsce najbar­dziej różniła się od sytuacji panującej u jej sąsiadów zachodnich czy wschodnich, czy nawet od sytuacji na ziemiach polskich nie wchodzących w skład Rzeczypospolitej, na Śląsku czy na Pomorzu. Wprawdzie osłabie­nie pozycji miast na rzecz szlachty obserwuje się w XVII w. w całej środkowej Europie, jednak nigdzie podstawy ich bytu materialnego nie zostały tak okrojone jak w Polsce. W tym też tkwiła chyba najistotniejsza przyczyna różnicy dzielącej gospodarkę Polski pierwszej połowy XVIII w. od gospodarki innych krajów europejskich.
Jakie czynniki – poza nieustającą konkurencją i niechęcią szlachty – złożyły się na tak głęboki upadek? Bez wątpienia dopiero teraz, przy pogarszającej się koniunkturze rynkowej i w obliczu zniszczeń, wyszły na jaw wszelkie ujemne strony gospodarki folwarczno-pańszczyźnianej. Zamknięty w kręgu najbliższej społeczności wiejskiej, skazany na ograniczanie się do posług rzemieślników wiejskich, zubożały chłop znacznie zmniejsza swoje obroty z miastem. Rynek wewnętrzny kurczył się tym bardziej, że szlachcic chętnie zaopatrywał się sam w potrzebne mu produkty i towary w wielkich emporiach handlowych, do których dowoził swe produkty, w Gdańsku, Wrocławiu czy Rydze. Skurczenie się obrotów nie oznaczało wszakże ich likwidacji i – jak to bywało choćby na Śląs­ku – nie musiało od razu powodować ruiny gospodarki miejskiej. Gdy jednak równocześnie na miasta spadły klęski wojenne, a permanentny kryzys monetarny dezorganizował handel, sytuacja stawała się niesły­chanie trudna. A do tego trzeba jeszcze dodać, że tak ważne dla życia ekonomicznego Polski i Litwy ośrodki miejskie, jak Wrocław, Szczecin, Królewiec i Ryga, kumulujące znaczną część obrotów handlowych Rzeczy­pospolitej, znalazły się lub pozostały poza jej granicami, pod opieką obcych, chroniących je polityką protekcyjną rządów, co tworzyło dodat­kową konkurencję dla słabego polskiego mieszczaństwa.
O zniszczeniach wojennych w miastach była już mowa. Odbudowa następowała niesłychanie powoli – do połowy XVIII w. zaludnienie miast i stan produkcji rzemieślniczej nie osiągnęły jeszcze poziomu z pierwszej połowy XVII w. Nie wydaje się zresztą, by było to wówczas możliwe w ciągu jednej generacji – ostatnia fala wielkich zniszczeń skończyła się bowiem około 1720 r. W nieco .korzystniejszych dla mieszczaństwa warunkach na Śląsku trzeba było blisko pół wieku, by miasta powróciły dc poziomu ekonomicznego sprzed wojny trzydziestoletniej. W Polsce stosunkowo szybko odradzały się tylko miasta największe, jak Gdańsk czy Warszawa. Ale np. Kraków, którego ludność spadła do 10 tys., nie potrafił wyrwać się z marazmu, w który wtrąciły go kolejne okupacje szwedzkie. Mniejsze miasta nie były w stanie wydostać się samodzielnie z ruiny, w której się znalazły. Rzadki wyjątek stanowiły miasta zachodniej Wiel­kopolski. Odbudowywały się one dość szybko, nawet po spaleniu (jak Leszno) i prosperowały dzięki rozwijającemu się w nich nadal sukiennictwu oraz dobrze postawionej gospodarce rolnej. W okresie unii personal­nej polsko-saskiej dogodne położenie tych miast na szlaku Warszawa-Drezno tworzyło dla nich szczególnie korzystną koniunkturę. Zwłaszcza Wschowa, miejsce częstych rad senatu, zawdzięczało temu swój awans do pozycji jednego z największych ośrodków miejskich w Polsce.
Pośrednim skutkiem wyludnienia i zniszczeń wojennych w miastach były zmiany w charakterze narodowościowym mieszczaństwa. Wobec zmniejszenia się napływu nowej ludności do miast, spowodowanego za­równo trudnościami życia w zubożałych ośrodkach, jak i większym zapotrzebowaniem na ręce do pracy na wsi (co pociągało za sobą zwiększoną kontrolę przestrzegania istniejących ograniczeń ruchu poddanych) wzrósł poważnie procent ludności żydowskiej wśród mieszczaństwa. Jeżeli się przyjmie, że spośród 750 tys. Żydów znajdujących się w połowie XVIII w. w Rzeczypospolitej 3 mieszkało w miastach, oznaczałoby to, że blisko połowa mieszczan była wtedy pochodzenia żydowskiego. Była to ludność bardzo pracowita, zadowalająca się nawet niewielkim zyskiem. W wielu miastach, zwłaszcza mniejszych, potrafiła też zapewnić sobie dominujące stanowisko w produkcji rzemieślniczej i w handlu. Gminy żydowskie, kahały, prowadziły rozległe operacje kredytowe, zwłaszcza z klerem i bogatą szlachtą. Przy tym uprawnienia ludności żydowskiej nie zmieniały się, np. w 1669 r. uzyskała ona w Wielkopolsce ogólne ich potwierdzenie. Utrzymywały się również ograniczenia zezwalające im na mieszkanie tylko w określonych dzielnicach lub zakazujące pobytu w niektórych miastach. Wzrost pozycji ludności żydowskiej w miastach zaostrzał wy­stąpienia przeciwko niej mieszczaństwa chrześcijańskiego, które starało się pozbyć konkurenta przez wprowadzenie nowych ograniczeń i zakazów co do produkcji rzemieślniczej i handlu. Było ono jednak za słabe, by te dążenia mogły stać się skuteczne, zwłaszcza że nie miało pod tym wzglę­dem poparcia szlachty.
Cała ta sprawa, podobnie jak ocena roli ludności żydowskiej w rozwoju gospodarki Rzeczypospolitej w tym okresie, wymaga dopiero rzetelnych badań. Na dotychczasowych ocenach zbyt ciążyły bowiem pozanaukowe uprzedzenia.
Istotną przyczyną trudności w odbudowie powojennej miast był brak ustabilizowanej polityki gospodarczej państwa. Jakkolwiek już w XVII w. powtarzały się projekty przyjęcia zasad merkantylizmu za podstawę tej polityki, a od czasów Augusta II przed każdym niemal sejmem monarcha stawiał problem opieki nad mieszczaństwem i protekcjonizmu państwo­wego wobec przemysłu i handlu, w praktyce nie dochodziło do żadnych zmian. Polityka gospodarcza Rzeczypospolitej uprzywilejowywała nadal szlachtę i jej produkcję, chociaż w większości krajów europejskich (nawet o zbliżonej do Polski strukturze gospodarczej i społecznej) zwyciężały poglądy merkantylistyczne, popierano rozwój rodzimego przemysłu i rze­miosła, wprowadzano protekcjonistyczne bariery celne, otaczano troskli­wą opieką handel, bacząc, by zgodnie z podstawową zasadą gromadzenia kruszców w kraju bilans handlowy wypadał zawsze dodatnio. W Polsce politykę taką realizowali tylko niektórzy magnaci w swych dobrach, rza­dziej monarchowie w swych domenach, bo już nie w odniesieniu do miast królewskich (z wyjątkiem może Warszawy). Zabrakło jednak w tym okre­sie jednolitej polityki gospodarczej ogólnopaństwowej, co nie tylko przy­czyniło się do powstania dystansu między ekonomiką Polski z otaczają­cych ją państw, ale także stworzyło z Rzeczypospolitej rejon eksploatacji gospodarczej dla bardziej rozwiniętych krajów.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: