Moje Notatki

Historia Polski – cz.587

In historia polski po 89 on Listopad 17, 2009 at 3:10 am

Wojsko Rzeczypospolitej opierało się przede wszystkim na żołnierzach pochodzenia miejscowego. Liczba cudzoziemców ulegała stałemu zmniej­szaniu – najmniej służyło ich w wojsku Rzeczypospolitej w dobie Sobies­kiego
Wbrew powszechnej opinii według badań Mariana Kukiela i Jana Wimmera szlachta stanowiła także coraz mniejszą część składu wojska, spadając pod koniec wieku do 20%. Dotyczyło to nie tylko wojsk autora­mentu cudzoziemskiego, ale i jazdy polskiej, nawet husarii. Natomiast kadra dowódcza była niemal wyłącznie szlachecka; podobnie przy wszelkiego rodzaju konfederacjach wojskowych rej wodziła szlachta.
Najwyższe godności przypadały magnatom – Stefan Czarniecki jest raczej wyjątkowym przypadkiem awansu średniego szlachcica za zasługi wojskowe. Nie brakowało dobrych dowódców, ale niewielu było wybit­nych. Obok Czarnieckiego w Koronie można wyróżnić tylko Jerzego Se­bastiana Lubomirskiego i Jana Sobieskiego. Na Litwie po Januszu Radziwille nie było nieprzeciętnych wodzów. Na tym tle trudno mówić o dal­szym rozwoju polskiej myśli operacyjnej i taktycznej. Wykorzystywano raczej doświadczenia dawniejsze. Wprowadzona przez Czarnieckiego wal­ka szarpana połączona z jednoczesnym poruszeniem mas chłopskich, swois­ta forma wojny ludowej, była jedyną możliwą taktyką zastosowaną prze­ciwko przeważającemu w walce w otwartym polu nieprzyjacielowi. W la­tach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XVII w. na polską sztukę woj­skową wywarł duży wpływ wszechstronny talent Jana Sobieskiego. Traf­na ocena celów i możliwości strategicznych, bogactwo form manewru, staranne opracowanie planu bitwy i wyzyskiwanie czynnika zaskoczenia, sprawna organizacja dowodzenia i współdziałanie różnych formacji były podstawą jego zwycięstw, z których najpełniej charakteryzują jego sposób prowadzenia walki kampania chocimska (1673) i wiedeńska (1683). W póź­niejszych latach talent Sobieskiego przygasł, a wobec braku godnych na­stępców nastąpił upadek staropolskiej sztuki wojennej.
Słusznie więc twierdzi Jan Wimmer, że wojsko polskie XVII wieku przedstawiało niewątpliwie dużą wartość bojową. Dotyczy to zarówno jazdy, nie mającej sobie równej w żadnej z armii europejskich, jak i do­skonałej, choć stosunkowo nielicznej piechoty i dragonii, czy wreszcie wykazującej wiele walorów na polach bitew artylerii”. Natomiast ciemną stroną wojskowości Rzeczypospolitej był brak rozwiniętego systemu no­woczesnych fortyfikacji Istniały tylko pojedyncze twierdze, które z po­wodzeniem stawiały czoła nieprzyjacielowi, ale nawet Warszawa czy Kra­ków nie zostały zabezpieczone należycie rozbudowanymi umocnieniami. Jedynie na południowym wschodzie można mówić o jakimś systemie zamków i ufortyfikowanych miast, w oparciu o które można było podej­mować działania przeciwko Kozakom, Tatarom czy Turkom. Nawet jed­nak i tutaj ważne twierdze (jak Kamieniec Podolski) były zaniedbane. Systemu takiego nie było na innych granicach (z wyjątkiem ujścia Wisły) ani w centrum kraju, który wskutek tego był narażony na dalekie, nisz­czące wypady najeźdźców. Pod tym względem polska sztuka wojenna była ogromnie zacofana w stosunku do krajów Europy Zachodniej, co odbijało się fatalnie na możliwościach obronnych Rzeczypospolitej.
Niedowład fiskalny państwa sprawiał, że i dyplomacja polska drugiej połowy XVII w. nie nadążała za rozwojem ówczesnej dyplomacji euro­pejskiej. Niedościgłym wzorem stała się zwłaszcza scentralizowana dyplo­macja francuska ze stałymi poselstwami i znaczną liczbą drobniejszych agentów we wszystkich niemal krajach europejskich. Na utrzymywanie takiej sieci dyplomatycznej nie było stać Rzeczypospolitej. Wprawdzie królowie, zwłaszcza Jan III, starali się mieć swych rezydentów w najważ­niejszych dla swej polityki ośrodkach (np. Jan III w Wiedniu, Moskwie, Wenecji, Rzymie, Kopenhadze), jednak swobodę polityki królewskiej usi­łował ograniczać coraz bardziej sejm, który zastrzegł sobie prawo wysy­łania i przyjmowania poselstw. W 1683 r. konstytucja sejmowa zakazała rezydentom państw obcych dłuższego pobytu niż 9 tygodni. Nie była ona jednak przestrzegana i w Warszawie pozostawali stale nie tylko nuncjusz, ale i rezydenci austriaccy, brandenburscy, weneccy, rosyjscy, przez długi czas francuscy i holenderscy, okresowo zaś przedstawiciele wszyst­kich niemal państw europejskich. Jeżeli do tego dodać znaczną liczbę ofi­cjalnych poselstw Rzeczypospolitej (wysyłanych przez sejm lub senat), kontakty dyplomatyczne można ocenić jako znaczne. Była to jednak dyplo­macja nie zawsze skuteczna. Obok wspomnianych trudności fiskalnych i rozbieżności między królem a sejmem, na jej małej skuteczności ważyła dalsza decentralizacja dyplomacji. Magnaci niejednokrotnie nie oglądali się na oficjalną politykę Rzeczypospolitej, nawiązując samodzielne kon­takty dyplomatyczne z innymi władcami. Szczególnie zaś za uprawnionych do takiego postępowania uważali się hetmani, zarówno koronni, jak litewscy. Większość z nich wykorzystywała swe wyjątkowo silne stanowi­sko w państwie i w razie jakiegokolwiek konfliktu z monarchą szukała poparcia za granicą. Ale coraz więcej magnatów wysługiwało się obcym, zarówno aby dogodzić własnym ambicjom, jak i za pieniądze. Próby za­hamowania tego warcholstwa przez powoływanie winnych w szczególnie drastycznych wypadkach przez sąd sejmowy (marszałka Jerzego Lubomirskiego w 1664 r. czy podskarbiego Jana Andrzeja Morsztyna w 1682/1683 r.) nie dały rezultatów – zjawisko było już zbyt masowe, a skazanie przedstawiono jako przejaw despotyzmu królewskiego, szczególnie gdy zdrajcy z czasów najazdu szwedzkiego zyskali amnestię.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: