Moje Notatki

Historia Polski – cz.609

In najnowsza historia polski on Listopad 28, 2009 at 8:09 am

Sobieski nie był już zdolny do podjęcia tego rodzaju decyzji. Polityka jego wahała się między Francją a Austrią, prowadząc od małżeństwa króle­wicza Jakuba z księżniczką Jadwigą Neuburską, siostrą cesarzowej, do prywatnego traktatu Marysieńki z Ludwikiem XIV w 1692 r
, w którym znalazła się moc obietnic francuskich pod warunkiem podporządkowania się Sobieskich królowi francuskiemu. Ostatecznie do końca życia Jan III nie wyplątał się z petów Ligi Świętej. Charakteru nieudolnie toczonej wojny nie zdołał zmienić i August II, którego starannie przygotowywana kampania w 1698 r. utknęła nie dalej jak pod Podhajcami. Toteż gdy doszło do zawierania pokoju w 1699 r. w Karłowicach, Polska musiała zadowolić się odzyskaniem awulsów, Bracławszczyzny i Podola, podczas gdy Wenecja wynosiła z wojny Moreę, a Austria, wzmocniona opanowa­niem całych niemal Węgier z Siedmiogrodem, wysunęła się zdecydowanie na czoło potęg środkowoeuropejskich.
Długoletnie wojny, które przyszło Rzeczypospolitej toczyć w drugiej połowie XVII w. w obronie swego stanu posiadania na wschodzie, spełniły swe zasadnicze zadanie: utrzymania przy Rzeczypospolitej jak największej części terenów stanowiących główną bazę latyfundiów magnackich. Miały one wszakże swój wąski klasowy charakter – oczywiście z wyjątkiem takich momentów, jak w 1672 r., kiedy w grę weszła niezależność całej Rzeczypospolitej. Polityczne skutki tego długotrwałego zaangażowania zasadniczych sił polskich na wschodzie były jak najbardziej ujemne. Unie­możliwiły one Polsce aktywną rolę w wydarzeniach środkowoeuropejskich, szczególnie zaś wykorzystanie trzech wojen koalicji z Francją dla restauracji swej pozycji nad Bałtykiem. Zamiast odzyskania choćby części Śląska, nastąpiło podporządkowanie polityki polskiej Austrii. W stosun­kach wewnętrznych wojny z Rosją i Turcją przyczyniły się do zwiększe­nia wpływów zainteresowanej utrzymaniem obszarów wschodnich magnaterii i tej części szlachty, która była najbardziej zachowawcza i kiero­wała się prywatą. Wreszcie zdezorganizowały one do końca system wojskowy i podatkowy. Ciężary wojenne i gwałty ze strony niepłatnego żołnierza stały się jednym z podstawowych czynników rozkładających gospodarkę polską w tym czasie

5.Rządy oligarchii magnackiej

a.Dalszy rozstrój czy reforma?

Potężny wstrząs, jaki przeżyła Rzeczpospolita w związku z powstaniem na Ukrainie, ruchami chłopskimi, a w końcu zagrożeniem jej niezależności w dobie najazdu szwedzkiego, postawił z całą ostrością przed społeczeń­stwem, szlacheckim problem usprawniania organizacji państwa. Jeżeli bra­kowało motywów do przezwyciężenia stagnacji w tej dziedzinie w okresie spokoju i dobrobytu za czasów Władysława IV, to teraz zjawiło się ich dosyć. Załamywały się podstawy organizacji dwuczłonowego państwa, każda niemal instytucja ujawniała swe słabości. Częściowo był to rezultat błędnych założeń lub rozwiązań, częściowo wszakże rezultat zmian w cha­rakterze społeczności szlacheckiej, o których już była mowa. Przed Rzeczą-pospolitą stał więc dylemat – albo dalsze pogłębienie rozstroju państwo­wego, którego skutki musiały być katastrofalne, albo reforma. Fatalnym zbiegiem okoliczności na dylemat ten musiało odpowiedzieć pokolenie nie­złych żołnierzy, ale równocześnie miernot politycznych, nie dorównujących już nie tylko egzekucjonistom, ale i ludziom pokroju Jakuba Sobieskiego.
Zresztą decyzja zapaść miała już tylko w walce między dworem kró­lewskim a fakcjami magnackimi. Szlachcie średniej przypadła rola sta­tystów. Nie można Janowi Kazimierzowi i Ludwice Marii odmówić troski o losy Rzeczypospolitej. Niestety, reprezentowane przez nich stanowisko, podobnie jak poprzednich Wazów, cechowało nadmierne kierowanie się względami dynastycznymi. Jeżeli przy tym Jan Kazimierz i królowa nauczyli się patrzeć z pogardą na ustrój Rzeczypospolitej, to w ich oto­czeniu brakowało ludzi, którzy mogliby tę niechęć do demokracji szla­checkiej przekształcić w bardziej racjonalne dążenia do naprawy państwa. Wkrótce po koronacji głównym problemem stało się zapewnienie tronu wybranemu przez siebie kandydatowi, który właściwie miał się charakte­ryzować jedną tylko cechą o zasadniczym znaczeniu dla obojga królestwa – zgadzać się na zaślubienie siostrzenicy Marii Ludwiki, palatynówny Renu Anny Marii. Kwestia ta była wysuwana tak obsesyjnie, że nawet niektórzy historycy gotowi byli uwierzyć, że od tego zależało ocalenie Polski.
Zapewne, ujęcie twardą ręką wzrastającego sobiepaństwa było koniecz­nością chwili. Jak słusznie pisał Władysław Konopczyński, „czasy Jana Kazimierza ujrzały po raz pierwszy Rzeczpospolitą podzieloną na kom­pleksy terytorialne, zostające pod bezspornym protektoratem wybujałych oligarchów albo będące przedmiotem ich rywalizacji”. Na Litwie rządził się wrogi dworowi królewskiemu i gotów do zerwania unii z Polską Ja­nusz Radziwiłł wraz z kuzynem Bogusławem, po nich trzęśli nią Krzysztof i Michał Pacowie. W Wielkopolsce najwięcej liczono się z powiązanymi przez długi czas z dworem Leszczyńskimi – prymasem Andrzejem, pod­skarbim Bogusławem i stale frondującym wojewodą poznańskim, z czasem podkanclerzym Janem. Koneksje brandenburskie zaprowadzą w końcu Leszczyńskich do obozu zdecydowanej opozycji, której poprzednio nada­wali ton Opalińscy. Małopolską kierował Jerzy Lubomirski, marszałek w. kor., pan krociowej fortuny i wielkich ambicji. Nie byli to ludzie po­zbawieni talentów, ale stawiający interes swój czy swego rodu przed racją stanu Rzeczypospolitej. A obok nich kilkudziesięciu innych, mniej­szych, ale równie przekonanych o swej wartości.
Wiemy już, jaką rolę odegrali w stosunkach zewnętrznych Rzeczy­pospolitej. Główną domeną ich działania były jednak sprawy „domowe”. Januszowi Radziwiłłowi ma Rzeczpospolita do zawdzięczenia pierwsze liberum veto. Jego klient, Siciński, starosta upicki, sam sprzeciwił się prolongacie obrad sejmowych na sejmie wiosennym w 1652 r. W ten spo­sób obok jednomyślnego przyjmowania Uchwał sejmowych wytworzyła się druga zasada: grupa posłów lub nawet jeden poseł może zerwać sejm w dowolnym momencie jego obrad i w ten sposób przekreślić wszystkie uzgodnione nawet poprzednio jego uchwały. W 1652 r. protest Sicińskiego został potępiony, ale i uznany za zgodny z prawem. Otworzyło to drogę do sparaliżowania działalności ustawodawczej w Rzeczypospolitej i nie­słychanie osłabiło najważniejszy obok króla organ w państwie. W 1654 r. grupa rozwydrzonych magnatów w podobny sposoby zerwała sejm w obli­czu inwazji nieprzyjaciela na Rzeczpospolitą, co miało się powtórzyć i w 1672, i w 1702 r. W 1669 r. zerwano sejm przed upływem jego terminu, a w 1688 r. przed obiorem marszałka, a więc przed ukonstytuowaniem się. W ciągu 100 lat stosowania liberum veto (tj. do 1764 r.) zerwano aż 42 sejmy na ogólną liczbę odbytych 71 (prócz elekcyjnych), tj. blisko 60%, przy czym liczba ta z każdym panowaniem wzrastała. Analiza poszczególnych wypadków wskazuje, że na ogół rwanie sejmów odbywało się za poduszczeniem różnych fakcji magnackich, działających często ręka w rękę z przedstawicielami obcych dworów, które widziały w tym najlepszy spo­sób paraliżowania poczynań reformatorskich Rzeczypospolitej. W podobny sposób jak sejmy i z podobnymi skutkami prawnymi zrywane bywały także sejmiki.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: